Tuesday, 21 August 2012

Helenka Irenka

Mamie pisanie ostatnio nie idzie, a niedobrze, bo pamięć choć dobra to jednak krótka:-) Czasami kiedy nasze dziecko robi coś wyjątkowego, myślimy, że będziemy to pamiętać zawsze, że kiedyś tam gdzieś to uwiecznimy, żeby mała miała pamiątkę albo ubaw czytając opowieści na swój temat. I guzik, tak się nie dzieje, bo mając małe dziecko czas bardzo szybko płynie, a każdy dzień przynosi niespodziankę, coś nowego super fajowego. Na szczęście mamy mnóstwo zdjęć, które przypominają o dokonaniach, psotach i przełomowych momentach naszych małych inspiracji. Oglądając je wspominamy ze szczerym uśmiechem, a nawet z łezką w oku ...

9 kilo i prawie 70 cm wzrostu pozwalają już Helence samej wstawać na nogi i tak stać bez trzymanki. Wygląda to uroczo, rączki zawsze wyciągnięte przed siebie, nóżki ugięte, kuperek lekko wypięty i uśmiech od ucha do ucha. Wyobrażam sobie jaka musi być z siebie dumna, że już to potrafi: stać prawie jak duży człowiek. Ale rodzice są sto razy bardziej dumni i przeszczęśliwi, że taka mała istotka tak fajnie sobie radzi, odkrywając świat i swoje możliwości. Nie zniechęca jej nawet bolesny bilans dokonanych odkryć. Tu stuk, tam puk, siniak, guz i morze łez:-) Wycieczka do szpitala późnym wieczorem to też przecież atrakcja,  alternatywa - do łóżka spać - nuuuuuuuuudy....

Odkąd Helenka umie piorunkiem raczkować i się wspinać, my rodzice nauczyliśmy się, że spuszczenie jej z oka to pewne babach, coś wywalone, gdzieś wysypane, tu odłączone tam rozwalone - istna Irenka - nasz osobisty huragan domowy:-) A huragany mają już to do siebie, że robią ... bajzel, i choć marzy mi się wysprzątane mieszkanie to przyjemność z tej czystości słabo ma się do radości wynikającej z helenkowego eksplorowania, i naszego jej obserwowania!

Kiedy Helenka bawiła się tą walizką mówiliśmy na nią "Pani Magister"

Późnowrześniowe słoneczko zapraszało na popołudnie do parku

A kiedy mama nie patrzyła ... umazałam się węglem:-)


Ten guz był wielkości kurzego jajka poprzedniego dnia! Myślałam, że Helence czoło pęknie ... Nabiła go kiedy na dwie sekundy spuściłam ją z oka. Wspinała się po metalowej nodze od stolika i rączki jej się osunęły. Od tamtej pory nogi od stołu zostały owinięte grubą gąbką:-)

A ten siniak na policzku to już nawet nie pamiętam skąd się wziął ...

 Przed imprezką urodzinawą Emila


A kuku mamusiu!






Monday, 13 February 2012

Fiku miku na trawniku

Jeśli lubi się ten kto się czubi, to między Helenką a Emilem jest wielka miłość:-) Nie ma co rozwodzić  się  nad historią, ona sama się przedstawia. Zapraszam do objerzenia zdjęć i napisanie własnego scenariusza zdarzeń:-)

(Sesja w sierpniu 2011 przy okazji kolacji u znajomych w Luksmeburgu).


 













Friday, 10 February 2012

Winna i niewinna czyli alzacjowy zawrót głowy

Długi weekend sierpniowy pysznie i słonecznie minął nam w Alzacji, którą przemierzaliśmy winnym szlakiem. Jest to studwudziestokilometrowy wąski pas pokrytych winoroślą stoków i starych malowniczych wiosek o wąskich uliczkach i uroczej kolorowej zabudowie. Co za pejzaże! Jakie przysmaki! Podobno w Niemczech je się dużo zaś we Francji dobrze, a w niemiecko-francuskiej Alzacji je się i dużo i dobrze! Na samo wspomnienie lekko przypalonej tarte flambée i bąblikowego crémant ślinka mi cieknie ... a i łapki świerzbią kiedy zerkam teraz na ostatnią z przywiezionych z podróży flaszek ...

Helenka choć nie kosztowała regionalnych przysmaków to jednak dawała wyrazy niezmiernego zachwytu. Nie tylko była urocza i grzeczna, ale też rechotała, rozglądała się zaciekawiona nowymi miejscami. Naprawdę podobała jej się ta wycieczka, te stare francuskie karuzele, przepiękne kolorowiusieńkie kwiatuszki, spacery "na barana", pełzanie po ciemnych winstubach i drzemki w podskakującym na średniowiecznych kocich łbach wózku:-)

Nasze impresje z podróży są tak pozytywne, że zamierzamy ją niebawem powtórzyć. Tęsknimy za tymi alzackim zawrotem głowy, który pojawiał się i znikał ... i w sumie nie wiadomo od czego bardziej: czy od ujmujących widoków, czy od zachwycających zapachów kwiatów i świeżych ziół, a może od degustowania ...:-))) NIEEEEE, to chyba przez tę karuzelę:-)

Mamo, jestem większa od taty! Juuuhuu!

W Molsheim

 Wio osiołku, wio!

 Niech ktoś zatrzyma wreszcie to, ja wysiadam ...

 Nie rozumiem jak ja ubrałam swoje dziecko!

 Dżemiki, konfiturki, kaczuszki i kwiatuszki - urocze elementy wystaw sklepowych
Rosheim i najstarsza francuska piekarnia, ktora ma już ponad 400 lat!

 Stara piekarnia i symbol Alzacji - bocian.

 Na wzgórzu u św. Odylii

Helenka próbuje ukryć się przed paparazzi:-)

Alzacka sielanka

Tatusiu już mie nie rozśmieszaj bo brzuszek mi pęknie!

Zaczynam robić się głodna ...

Jestem bardzo głodna! Mamo wychodź już z tej winiarni!

Typowe dla regionu detale w oknach... coś pięknego!




Przystanek na herbatkę w oberży w Bergheim. Bardzo nam się podobał ten styl ROYAL!


Tak wygląda właśnie winny szlak, niby niczego nie ma, a tak pięknie.

Pinot Gris na krzakach:-) A może to Gewurtsraminer, lub Riesling ...
Słodka Helenka a tatuś ją HAPS!

Bohaterka alzackiej kuchni: tarte flambée, a crémant do towarzystwa. Mniam!

Kaysersberg

Zobacz mamusiu co mam pod sukienką!

W Turckheim.

W jednej z setek piwnic, gdzie degustuje się winko po to, by kupić to,
które smakuje najbardziej

A w drodze powrotnej do Luksemburga,
święty Piotr po niebie w trepach chodził i dziurawą beczkę z wodą toczył ...


Mój obłoczek i słoneczko:-)

A na kolację sałatka caprese z bazylią z mojej osobistej uprawy
 i Pinot Gris z naszej wyprawy.